wciągnęło mnie życie, a raczej jego brak.. no ale:)
enjoy.
--
Zacky siedział sam w studiu i przygrywał głupoty na gitarze. Myślał, intensywnie myślał i nie wiedział, co może zrobić. Możliwości były do kitu, obydwie. Miał do wyboru dalej męczyć się z dziewczyną, której już nie kochał, albo odejść od niej i sprawić, że będzie cierpiała. Niby już go to nie obchodziło, ale jednak coś go przed tym powstrzymywało. Z jednej strony była też Cornelia. Niby nikt, ale miał ochotę się z nią spotykać.
- Męska decyzja, Baker.. - warknął pod nosem, ale to nic nie pomogło. Wstał ze złością i ledwo się powstrzymał, by nie rzucić gitarą. Zamiast tego ją odłożył i wyszedł ze studia. W dłoni już miał telefon.
- Tak? - odezwał się kobiecy głos w słuchawce.
- Hej Cornelio. - uśmiechnął się od razu. - Masz dziś czas?
- No nie wiem..
- Wiesz, jest sobota, można by wyskoczyć do jakiegoś klubu, potańczyć, pogadać, pośmiać się i w ogóle - mówił, jakby zupełnie nie był wcześniej zły. Ona jakoś dziwnie na niego działała i chciał to wykorzystać. Może ona poprawi mu humor.
- Okej. Przyjedź po mnie o siódmej.. wiesz gdzie, prawda? - zdecydowała się wreszcie, chociaż po jej głosie było słychać, że niechętnie.
- Wiem. Coś nie tak, Cori? - zapytał, tracąc na wesołości. - Jak nie chcesz, to nie będę się narzucał.. - zwiesił głos, słuchając ciszy z jej strony. - Dobrze, nie było tematu, cześć. - rozłączył się. Zrobiło mu się smutno.
- Mam huśtawki nastroju, jakbym, kurwa, w ciąży był. - mruknął do siebie i powlókł się do domu. Co chwila łapał się na tym, że wyczekuje aż telefon zabrzęczy, a na wyświetlaczu pojawi się imię Cori. Cholera, strasznie mu się podobała i chciał się z nią spotkać. Nie wiedział, czemu jej się odmieniło.. przecież ostatnio tak fajnie im się gadało.. Co z tego, że to było tydzień temu. Przecież się odezwał..
Telefon zabrzęczał dopiero pół godziny potem, ale to i tak nie była Cornelia. To Kelly, pytała, gdzie on się podziewa.
- W dupie. - odpowiedział. - Nie umawiałem się z tobą, o co ci chodzi głupia.
- Nie musisz się do mnie tak odnosić, Zachary.
- Muszę. Zrywam z tobą. - powiedział zanim się zastanowił.
- Słucham? Chyba nie mówisz poważnie! - krzyknęła, już zła. - Masz do mnie przyjść w tej chwili, nie zrywasz ze mną i koniec.
- Spierdalaj. Nie jesteśmy już razem, niech to lepiej dotrze do tego twojego bogatego móżdżku. - warknął. - Mam cię dość. Włazisz mi kopytami w życie.
- Od tego jest dziewczyna, jakbyś nie wiedział! - darła się już, jak zwykle. - Jak możesz! Mój tatuś się tobą zajmie!
- Twój tatuś mnie nie cierpiał i chętnie się mnie pozbędzie, więc nie pierdol. W ogóle po co ja z tobą jeszcze gadam.. nie dzwoń do mnie więcej. - przypomniał i rozłączył się. Od razu też skręcił do Briana i Jimmy'ego. Musiał się napić i pożalić.
Zgodnie z obietnicą, Jimmy nie miał zamiaru odpuszczać. Ich zespół właśnie przeżywał zastój, więc prawie codziennie bywał w sklepie Marah i nawet załatwił sobie tam coś w rodzaju pokazów czy warsztatów, więc chodził też na zebraniach pracowników. Marah była zdegustowana i zła, i próbowała ustawiać sobie zmiany tak, by się z nim nie spotykać, ale to nie było łatwe, bo Ted jakby na złość jej, robił spotkania w jej godzinach pracy.
- Jak go znów zobaczę, to przysięgam, że się potnę. - mruczała pod nosem, gniotąc papiery.
- Wyluzuj.. - Cori przewróciła oczami. - Spotkaj się z nim, a po spotkaniu powiedz mu, że to nie to i się odczepi. - poradziła po namyśle.
- Ta, wierzysz w to? - pokręciła głową i przeklęła pod nosem, widząc jak do drzwi zbliża się nie kto inny, jak Jimmy.
- Cześć słoneczka! - pomachał do nich z szerokim uśmiechem i zniknął na zapleczu.
- Ja mu te słoneczka wsadzę w dupę i go nimi wyrucham. - warknęła Misty.
- Zdecydowanie się z nim spotkaj. Potrzebujesz mężczyzny w łóżku, bo robisz się wulgarna. - Cori uśmiechnęła się.
- A jak tam twój cud-gitarzysta? - zapytała Marah, by zejść z tego tematu.
- Chciał iść na balety w sobotę. - nakreśliła w powietrzu cudzysłów. - Spuściłam go.
- ŻE CO? - wytrzeszczyła na nią oczy. - A tak za nim latałaś i w ogóle.. nie rozumiem cię.
- Nooo bo.. - wzruszyła ramionami. - Tak długo się nie odzywał.. - zrobiła smutną minkę. - Ile można czekać..
- Ty to byś chciała wszystko na raz. - wywróciła oczami Misty i próbowała nie zauważać patrzącego się na nią Jimmy'ego. Prawie jak na zawołanie do sklepu wszedł sam Zacky i od razu skierował się do kas.
- Nie przyjmuję odmowy. - stanął przed kasą Cori i podetknął jej przed nos małą różyczkę. - Wybacz, że nie dzwoniłem. Naprawdę chciałem, ale miałem parę rzeczy do ogarnięcia. Czy teraz pójdziesz ze mną potańczyć? - uśmiechnął się lekko, gdy wzięła różyczkę.
- Okej.. - wydukała Cornelia, patrząc mu prosto w oczy. Znów ją zaczarował..